Drewniane przedmioty to domena Roberta, ceramika – Ani, z tej współpracy powstają wyroby drewniane inkrustowane ceramicznymi kaflami. Dopóki starczy nam starego drewna, wykonujemy je z ok. siedemdziesięcioletnich desek (tyle lat ma nasza stodoła, której fragment musieliśmy rozebrać).
Dużą część czasu pochłania znalezienie w stercie odpowiedniej dla danego przedmiotu deski, następnie Robert wycina odpowiednie kształty i przeciera.
Kafelki, którymi będzie inkrustowany przedmiot, najpierw są wycinane z dużych kafli, szlifowane na brzegach, żeby nie kaleczyły i to także robota Roberta.
Tak przygotowane, są szkliwione przez Anię – szkliwo jest nakładane na cały kafel a następnie wydrapywany jest obrazek, lub malowane są poszczególne elementy wzoru i na koniec „dopracowywane” szczegóły, a potem wypalane w piecu ceramicznym.
W przygotowanych deskach Robert robi dłutem otwory, w które mają być wpasowane kafelki.
Jeśli deska jest malowana, przecierana, dzieje się to po zrobieniu otworów. Kolorowanie drewna to robota Ani.
Następnie Robert wkleja kafelki na specjalny klej (żeby nie popękały).
Kolejna faza pracy, jeśli przedmiot jest wieszakiem, pudełkiem, skrzynką, szafką – wbicie lub wkręcenie haczyków i uchwytów, odbywa się po całkowitym wyschnięciu kleju (schnie dość długo). Niektóre haczyki są stare, oryginalne z poniemieckich okien (niestety już coraz trudniej je zdobyć), inne postarzamy sobie znanymi sposobami. Ostatnio w naszych wieszakach instalujemy też haczyki ręcznie kute przez znajomego kowala.
Na koniec impregnowanie olejem jadalnym (przedmioty które mogą się stykać z jedzeniem), olejem do podłóg
lub impregnatem wodoodpornym.
Jak widać to długa i żmudna robota, trudna dla kręgosłupa, ale ile przyjemności!
Ceramika użytkowa robiona jest przez Anię z okolicznej czerwonej gliny. Misy i inne naczynia, mydelniczki, lampy, świeczniki, figurki lepione są ręcznie. Naczynia na ogół z wałeczków w gipsowych formach, albo "na szmacie", czyli w jakimś naczyniu wyłożonym kawałkiem płótna.
Po wyschnięciu wypalane są w piecu ceramicznym na tzw. biskwit,
a następnie ozdabiane, polewane szkliwem i ponownie wypalane w piecu. Zdobione są angobami, czyli kolorowymi glinkami do malowania a potem polewane przezroczystym szkliwem
lub od razu na biskwit nakładane jest szkliwo kolorowe.
Szkliwa kolorowe przeważnie robione są przez Anię z białego kaflarskiego i barwników do szkliwa.
Poszkliwione wyroby wypalają się w temperaturze 910 st. C. Wypał trwa całą noc (korzystamy z nocnej taryfy). Gotowe rzeczy można wyjąć z pieca dopiero koło godz.16.00.
Niektóre przedmioty, np. mydelniczki, które mają potem częsty kontakt z wodą, szkliwione są podwójnie, czyli
wypalane są w piecu trzy razy. Nasza ceramika powstaje w najprostszy sposób, taki, na jaki pozwalają warunki
w pracowni wiejskiej - dostęp do najzwyklejszej gliny, przydział mocy i piec dostosowany do starej linii elektrycznej
pozwalające tylko na wypały w niższych temperaturach oraz dostosowane do tej temperatury szkliwa. Dlatego ze
szkliwami nie możemy za bardzo poszaleć i mamy ograniczony dostęp do kolorów, gdyż większość szkliw na
rynku ma temperaturę topnienia 1200 stopni. Ale w końcu to Galeria WIEJSKA, pracownia wiejskiej
artystki, a nie wyrafinowana sztuka :) i mamy nadzieję, że nasze proste, wiejskie przedmioty mają dla Państwa
swój urok.
Jeśli ktoś chce się zagłębić w ceramiczne tajniki pracy Ani, zapraszamy do niusa Ceramiczne niespodzianki.